niedziela, 26 października 2014

Rozdział 4

*Oczami Alice*
Śnił mi się on. Nieznajomy. Nadal czuje smak jego ust. Poczułam, że mój niewygodny materac ugina się i ktoś na nim siada. Otworzyłam szybko oczy i ujrzałam Neli.
-Hejka siostrzyczko!-miała ogromny uśmiech, który ukazywał jej aparat na zęby.
-Neli!-krzyknęłam przytulając ją do siebie.
-Nie krzycz, głowa mnie boli-dziewczyna złapała się za nią.
-A co była jakaś pożegnalna imprezka?-Neli zaczęła się śmiać.
-Jasne- w końcu przestała się śmiać.
-Tęskniłam.
-Ja też ciućmoku- zaczęłyśmy się śmiać.
-A tak wgl. co ty tu robisz?-spytałam z ciekawością.
-Mama mnie tu zostawiła.
-Zostawiła?
-Miała mnie dość. Wiesz trochę przegięłam we Francji.
-Hahha. Jak zawsze.
-Oj tam oj tam.-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Jest mama?-spytałam z nadzieją.
-Nie. Bała się spotkania z ojcem.
-Szkoda. Zobaczyłabym ją chętnie.- posmutniałam na te słowa, a Neli od razu mnie przytuliła.
-Nie smutaj. Nie długo ją zobaczysz, planuje ślub na zimę.
-Że co?-spytałam nie dowierzając.
-Znalazła sobie chłopaka.
-Ehh..
-Przepraszam.
-Za co?-spojrzałam na nią smutnym wzrokiem.
-Że wczoraj nie było mnie na balu, ale musiałam wszystko załatwić związku z przeprowadzką.
-Potrzebowałam cię wiesz?
-Wiem. Przepraszam jeszcze raz.
-Poznałam tam kogoś.
*Oczami Neli*
-Poznałam tam kogoś. - Alice się rozpromieniła.
-Co?-szok mnie ogarnął- Moja mała siostrzyczka z kimś romansuje? A ja dopiero teraz się o tym dowiaduje? Stara co z tobą? Opowiadaj kto to!-usiadłam na przeciwko niej.
-Jest brunetem. Ma piękne błękitne oczy. A usta? Mniam. Nie poznałam go dokładnie, ponieważ miał maskę. Pocałowaliśmy się w ogrodzie było tak magicznie. Szkoda, że go więcej nie spotkam.
-Ej ej nie smutaj. Na pewno go spotkasz, ale to w odpowiednim czasie. A teraz choć na śniadanie głodna jestem.
-Haha jak zawsze.-zaczęła się śmiać.
-Oj spadaj!-teraz to i ja się śmiałam.
*Oczami Louisa*
Obudził mnie dźwięk telefonu, spojrzałem na wyświetlacz. dzwonił Harry.
-Halo?-powiedziałem zaspanym głosem.
-Siema stary. Jak tam?-Zapytał wesoło Hazz.
-A nic mi się nie chce.
-Stary od jej śmierci czyli już prawie 3 miesięcy nie wychodzisz z domu.-Harry nie był zbytnio zadowolony.
-Nie prawda, wczoraj wyszedłem.
-Ciekawe gdzie?-Nie za bardzo mi .wierzył.
-Na bal-powiedziałem niepewnie. Na samo wspomnienie o balu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Gdy przypomniałem sobie Alice.
-Na bal? Niby ty?-Harry wybuchnął śmiechem.
-No tak.-Chłopak przestał się śmiać.
-U Treverów?-spytał
-Tak. Addi mnie namówiła.
-Poznałeś tam kogoś?-Po jego tonie głosu było łatwo stwierdzić, że jest tym zaciekawiony.
-Tak.
-Opowiadaj!-Harry nie potrafi kryć radości.
-Córka Treverów. Ma na imię Alice. Brunetka z niebieskimi oczami. Jaka jest boska! Caaałowaliśmy się-Nie mogłem przestać się uśmiechać. W końcu nie myślałem o El.
-Lou jak się szybko regenerujesz. Jestem z ciebie dumy.
-Oj już. Nie ważne.
-Ważne stary. Musisz zapomnieć o przeszłości i żyć na nowo.-Harry jak zawsze pozytywie nastawiony do życia.
-Hazz ona nawet mnie nie zna! Po co mam robić sobie nadzieję?-Spytałem zrezygnowany.
-Stary nie ośmieszaj się!
-Nie ośmieszam się.
-Każda cię chcę! A poza tym musimy sprawić, żeby cię poznała.-Wiedziałem, że Harry coś wymyśli.
-Tsaa.
-Lou nie widzieliśmy się długo. Cała nasza paczka tęsknimy wiesz?
-Tak wiem. Przepraszam.-Powróciły wspomnienia; nasza paczka składała się z: Harrego, Nialla, Liama, Addieny, Zayna, Perri mnie i mojej Eleonor. Była taka piękna i słodka. Mieliśmy wielkie palny. Moja rodzina ją pokochała. Czekała tylko na ślub i dzieci lecz to wszystko zniszczył jeden człowiek, który wystrzelił i kula trafiła w jej brzuch. Ten gnojek nie zabił tylko ją, ale i też moich rodziców.
-Stary jesteś tam?
- Tak jestem. Przepraszam.
- Znowu o niej myślisz?
- Bo to trudno zapomnieć Harry rozumiesz!?
Rozłączyłem się czym prędzej. Chciałem zapomnieć. Chciałem zasnąć. Po prostu zasnąć. I tak też zrobiłem. Założyłem słuchawki i udałem się do krainy gdzie królowała Alice i Eleanor.
------------------------------------------------------------------------
Hejka Kotki. Mam nadzieje ze rozdziaik sie podoba. Czytasz? = Komentuj bo daje mi to motywacje 


sobota, 11 października 2014

Rozdział 3

,,Miłość jest jak kwiat, pozwól mu zakwitnąć''
*Oczami Liama*
Ubrałem się w garnitur, miałem już zakładać maskę, ale usłyszałem krzyk Addi.
-Liam chodź tu!-Pobiegłem do niej.
-Co się stało?-Oczy wypadły mi z orbit. Stała w piękniej czarnej sukni. Była nie dopięta, więc widać było jej czarny koronkowy stanik.
-Zapniesz mi sukienkę?
-Z wielką chęcią.-podszedłem do niej, delikatnie dotykam jej skóry. Czuję, że ma ciarki, uśmiechnąłem się.
-Dziękuję-wiedziałem, że jej policzki przybierają koloru czerwonego. Była taka słodka.
-Proszę maska.-Podaje jej ją.
-Dziękuję. A twoja?-Pyta
-Mam już-Uśmiecham się do niej,a ona to odwzajemnia.
-Lou gotowy?
-Tak. Wyglądam jak debil.- Wyglądał jak nie on.
-Wow. To ty?-Addi nie mogła uwierzyć, że Lou może tak wyglądać. 
-Jak widać.-Chłopak uśmiechnął się do niej.
-Dobra wychodzimy.-Wtrąciłem się do rozmowy.
-Okej-Wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę domu Alice.

*Oczami Alice*
-Ała- Krzyknęłam z bólu po raz kolejny. Od 30 min krawcowa wraz  z moją służącą wiązały mi gorset.Nie chce iść na ten cholerny bal, ale muszę, niby mam się ożenić z jakimś młodzieńcem z tego balu tak mówi mój tata, ale czy to jest normalne? Raczej nie, nie mam zamiaru poślubić kogoś kogo nie kocham. Tak bardzo potrzebuję Neli ona by coś z tym zrobiła, a;le niestety nawet nie miała czasu ze mną dziś porozmawiać.Niestety zostałam sama z tym wszystkim.
-Gotowe- Powiedziała krawcowa.

-Wygląda panienka przepiękne- jak zawsze się podlizuję.
-Dziękuję- Wzięłam maskę i udałam się do mojej toaletki. Wykonałam lekki makijaż i udałam się na dół. Cała sala była zapełniona ludźmi, których nie znałam.Był tam niezły gawr,a le kiedy się pojawiłam na szczycie schodów wszystko ucichło. Jedynie co było słychać to stukot moich szpilek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, zauważyłam Liama z Addi. Uśmiechnęli się do mnie dając mi otuchy. Niedaleko nich stał chłopak o brązowych włosach. Był naprawdę przystojny. Czarny garnitur idealnie leżał na jego ciele. Czarna maska zakrywała połowę jego twarzy. Widać było tylko jego malinowe usta i błękitne oczy. Wypatrywał się ze skupieniem w moją osobę. Uśmiechnęła się do niego, na co on odpowiedział słodkim uśmiechem. Niestety nie mogła nacieszyć się tym widokiem, ponieważ tata zaczął przedstawiać mi wszystkich gości na balu. Czy on myślał, że ja to wszystko spamiętam? Po jakiejś godzinie mogłam iść do Addi i Liama niestety nie mogłam ich znaleźć. Dlaczego akurat teraz? Musiałam od tego wszystkiego odpocząć, więc poszłam do ogrodu.
Usiadłam na ławce, z której miałam widok na małe jeziorko. Było mi zimno, ale nie zamierzałam wracać do środka, na pewno nie teraz. Na swoich ramionach poczułam jakiś materiał, odwróciłam się i napotkałam ten piękne błękitne oczy. Uśmiechnęłam się.
-Mogę się przysiąść?-Jego głos był taki delikatny.
-Jasne.-Chłopak zajął miejsce obok mnie. Zaczęliśmy rozmawiać tak jak byśmy znali się od kilku lat. Po 2h rozmowy zdecydowaliśmy się wrócić na bal. Kiedy już miałam wstać chłopak się odezwał.
-Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy i przepraszam za to co teraz zrobię.-Nieznajomy ujął moją twarz i mnie pocałował. Po czym uśmiechnął się i zaczął iść w stronę domu. Zostałam sama z uśmiechem na ustach.
---------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani to już 3 rozdział. Mam Nadzieje ze wam przypadnie do gustu

P.S. Dziekuje Nelciu za Pomoc <3

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 2

*Oczami Alice*
  Obudziłam się obolała. To przez ten materac, który dała mi moja macocha. Usiadła powoli na łóżku, zamknęłam oczy. Znów przed oczami zobaczyłam ten sam dzień, który zmienił moje życie. Wszyscy siedzieliśmy przy stole oprócz mamy. Jak zawsze szykowała się do pracy, a my czekaliśmy na nią ze śniadaniem. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Było tak magicznie, tak rodzinie. W tedy jeszcze nie wiedziałam, że to ostatni raz kiedy będziemy wszyscy razem. Mama zbiegła szybko po schodach, była zapłakana. 
-Kochanie co się stało?-Spytał troskliwie tata.
-To ty mi powiedz co!-Pokazała taty telefon.
-To nie tak jak myślisz-Zaczął się tłumaczyć ojciec.
-A jak?! Od kiedy mnie zdradzasz?! I to jeszcze z nią!-Mama była wściekła w tym momencie.
-Kochanie ja mogę ci to wytłumaczyć.-Mówił tak spokojnie jakby wiedział, że ten moment kiedyś nadejdzie. Podszedł do mamy, chciał złapać ją za nadgarstek, ale szybko się odsunęła.
-Nie dotykaj mnie! Brzydzę się tobą!-Mama cała się trzęsła nie wiedziałam co robić. To było straszne.
-Kochanie porozmawiajmy- Tata chciał naprawić sytuacje.
-Zostaw mnie! Odchodzę! - Mama wybiegła z domu i już nigdy nie wróciła.
-Będzie dobrze- Neli przytuliła mnie i wybiegła za mamą. Dwa dni później po tym zdarzeniu Neli i mama wyjechały do Francji. Zostałam sama z tatą i Gregiem... Otworzyłam oczy, jedna pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Opadłam ciężko na łóżko. Miałam ochotę wykrzyczeć jak jestem cholernie zła na tatę za to zrobił, miałam ochotę powiedzieć mu jak go bardzo nienawidzę, miałam ochotę powiedzieć mu, ze niszczył mi życie, a najbardziej przytulic się do Neli i wypłakać jej się. Ona tylko mnie rozumie. Zawsze potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Nie fałszywy taki prawdziwy. Tęsknie za nią bardzo, choć piszemy ze sobą codziennie, rzadko się widujemy. Ostatnio nawet rozmawiałam z mamą mówiła, że nie daje sobie już z nią rady. A co takiego robi nie powiedziała. Praktycznie w domu jestem sama. Greg na studiach, a  Addiena i Liam chodzą do szkoły. Też bym tak chciała, ale niestety macocha namówiła mojego ojca aby załatwił mi prywatne zajęcia z starą babką. Nienawidzę jej. Dziś wielki bal. Mam tam poznać ,,tego jedynego". Nie cierpię tego.Eh no trudno muszę to przeżyć. Muszę przygotować się na bal. Neli bardzo by mi się tu przydała. 
*
*Oczami Louisa*
Znów zapowiada się nudy dzień w szkole. Jak zawsze ja, Liam i Addiena siedzimy przed szkołą i rozmawiamy. 
-Lou?-Spytała Addi
-Tak?
-Chciałbyś może pójść z nami na bal?-Wyczułem w jej głosie nutkę niepewności.
-Ja na bal?-Spytałem nie dowierzając
-Tak ty. Powinieneś się troszeczkę odstresować i choć na chwilę zapomnieć o tym co się stało-Liam zawsze ma jakiś mocny argument.
-Ale ja nie jestem zaproszony, a poza tym nie ma odpowiedniego stroju.-Zacząłem się wykręcać. 
-O to się nie martw. Pójdziesz z nami, a strój załatwimy.- Addi tryskała szczęściem, nie mogłem tego popsuć.
-No dobrze.- Addiena od razu przytuliła mnie wiedziałem, że właśnie uszczęśliwiłem ją.
-Dziękuję-powiedział Li tak aby Addi nie usłyszała.
*Kilka godzin później*
-Lou gotowy?-Krzyknęła Addiena za drzwi.
-Tak. Wyglądam jak jakiś debil.- Powiedziałem wychodząc.
-Wow. To ty?-Addi nie dowierzała, że taki chłopak jak ja może tak dobrze wyglądać.
***********************************************
Hejka. Mam nadzieje, że rozdział wam się podoba. 
Czytasz---> Komentujesz