wtorek, 30 września 2014

Rozdział 1

Oczami Louisa

Otworzyłem oczy z krzykiem. Kolejny raz śnił mi się ten koszmar. Strzał. Upadające ciała moich rodziców. Po chwili kolejne strzały. Upada moja ukochana El. Ten dupek jest teraz w więzieniu. Nie mogłem ich uratować. Kolejny raz widziałem ich pokrwawione ciała, pełno krwi, ostatnie rozstanie z ukochaną. Potrafiłem jej wszystko wybaczyć ale było coś co mnie raniło: Zdradzała mnie. Czułem sie wtedy nie zbyt dobry dla niej. Liam z Addieną pomogli mi wyjśc z tego załamania. Okaleczałem sie.
Moje ręce ozdabiają blizny z cięć. Każdego dnia potrafiłem wykonać 40 kresek. Byłem nałogowcem w tym cieciu. Gdy pomysle ze nie mogłem im pomóc czuje sie jak śmieć. Jak parszywy dupek. Spojrzałem na zegarek. 4 rano. Wyjrzałem przez okno. Dom państwa Treverów był naprzeciwko mojej biednej chaty. Był ogromny i piekny. Marzenie każdego kto mieszkał dosc biednie. Addiena często tam przebywała. Lubiła Grega, który był moim znajomym. Dobrze sie rozumiemy. Jak zwykle na balkonie ktoś stał. Była to dziewczyna. Pewnie jakaś dziunia, która nigdy nie wychodzi z domu. Eh, wole w to nie wnikać. Połozyłem się z powrotem. Znowu widze El . Tym razem z innym facetem w łóżku. Brr koniec z tym. musze zapomnieć

Oczami Addiene

Budzik dzwoni. Godzina 10. Cholera! Zaspałam. Miałam wyjsc z Liamem o 9. Spojrzałam w telefon. 3 nieodebrane i 10 wiadomości. Wszystkie od Li. No świetnie Liam mnie zabije. Ubrałąm się i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i poleciałam do Liama.
Oczami Liama
Czekałem pod fontanną. Po 1h spoźnieniu wreszcie sie pojawiła
J: Spóźniłaś sie.
A: Tak wiem przepraszam. Zaspałąm
Była taka nimewinna mówiac to. Musiałem jej wybaczyć. Usmiechnołem sie szeroko i poszlismy przed siebie.
A: Niedługo bal.
j: U Alice?
A: Tak i za cholere nie wiem co założyć
Opusciła głowe ze smutkiem i spojrzała na swoje buty. Podniosłem jej twarz i powiedziałem patrząc w jej piekne oczy
J: We wszystkim ci ładnie.
A: Liam słodzisz.
Jej twarz przybrał kolor bordowy na co ja parsknołe śmieche.
J: Po prostu stwiedzam fakty.
Uśmiechneła sie pomiennie.
A:Chodz pomozesz mi wybrać sukienke.
J: Oki lece.
I polecielismy. Musimy sie odszczelic. W końcu to wielki bal
-----------------------------------------------------------------------
Siemaneczko. To pierwszy rozdział. Mam nadzieje ze sie spodoba :)